poniedziałek, 20 lipca 2015

Dziewczyna komendanta- Pam Jenoff

Tytuł: Dziewczyna komendanta
Autor: Pam Jenoff
Ilość stron: 432

W "Dziewczynie komendanta" śledzimy losy Anny Lipowskiej, a w zasadzie Emmy - żydówki, która podczas wojny szczęśliwie zostaje wyciągnięta z getta i trafia do chrześcijańskiej rodziny swojego męża. Mąż Emmy działacz konspiracji musi się ukrywać, więc dziewczyną zajmuje się jego ciotka Krysia. Oprócz Emmy ciotka ukrywa również małego żydowskiego sierotkę, Łukasza. Aby dziewczyna nie "wpadła" załatwiono jej fałszywe papiery na nazwisko Anny Lipowskiej i za sprawą protekcji Krystyny dostaje pracę na Wawelu u niemieckiego komendanta Richwaldera.

Moi mili państwo, przedstawiam Wam "Dziewczynę komendanta", która jest najlepszym przykładem na to jak można zaprzepaścić świetny pomysł na książkę! Byłam bardzo podekscytowana, kiedy zaczynałam czytać powieść Pam Jenoff. Jeśli śledzicie mojego bloga już od dłuższego czasu, to wiecie, że uwielbiam historie miłosne, które dzieją się w czasach II wojny światowej, a już szczególnie te, które opisują zakazane uczucie Niemca do Polki/Żydówki. Taka ze mnie romantyczka. Swoje uwielbienie do takich powieści wyraziłam w recenzjach "Kolaborantki" i "Szmaragdowej tablicy". Nie jest więc dziwne to, że wielkie nadzieje pokładałam również w "Dziewczynie komendanta". Niestety, znowu (cóż za niespodzianka) się rozczarowałam. I to bardzo. Zacznijmy może od tego, że książka jest cukierkowata, momentami wręcz kiczowata, a przede wszystkim działająca na nerwy. Ileż tutaj było nieprawdopodobnych przypadków i zbiegów okoliczności, dzięki którym główna bohaterka mogła żyć dalej. Coś ta Anna/Emma za dużo szczęścia miała. Z drugiej strony, gdyby miała polegać na swoim "intelekcie", już dawno wylądowałaby w obozie. Koncentracyjnym tak dla jasności. Ale jak to się mówi "Głupi zawsze ma szczęście". Dzisiaj będę trochę wredna. Po prostu życiem Anny rządził cały czas przypadek. No przepraszam, ale tak to nie działa. To po prostu takie... mało realne. Refleksje głównej bohaterki na temat wojny i życia (zarówno swojego, jak i innych) pozostawię bez komentarza. Niech to będzie dla Was znak, że nie posiadały one żadnej wartości. Ogólnie mówi się, że "Dziewczyna komendanta" jest powieścią kontrowersyjną. Dlaczego? A więc spróbuję Wam to wyjaśnić. Autorka recenzowanej w tej chwili przeze mnie książki jest Amerykanką. I gdybym ja też była Amerykanką, z pewnością poleciłabym powieść swojej przyjaciółce, również Amerykance i wszystkim innym Amerykanom. Ale jak w Polsce wydaje się książkę napisaną przez obcokrajowca i w dodatku dotyczącą Polski, no to trzeba liczyć się z falą krytyki. A nie owijając w bawełnę: jeśli Pam Jenoff chciała napisać powieść o II wojnie światowej, której akcja toczy się w Polsce, to mogła choć odrobinkę zgłębić swoją wiedzę o realiach panujących w naszym kraju w tamtych czasach, a nie serwować takie niedopracowane "coś" nam, Polakom, którzy słuchaliśmy opowieści wojennych naszych dziadków czy pradziadków. Skąd to posądzanie autorki o ignorancję? Najprostszym na to przykładem (podawanym również w recenzjach innych czytelników) jest to, że bohaterowie książki mogli bez przeszkód dostać pomarańcze i łososia. W Krakowie. Podczas okupacji hitlerowskiej... I te pomarańcze ciągle powracały! A to były w sklepie, a to Anna piła sobie sok z nich wyciśnięty. Moje oburzenie może wydać się śmieszne (w sumie sama uśmiecham się teraz pod nosem; taka trochę "afera pomarańczowa" się zrobiła), ale wiele produktów żywnościowych było wtedy luksusem o jakim ludzie mogli jedynie pomarzyć. I te pomarańcze, nie dość, że ciągle powracały, to stanowiły na dodatek jedynie kroplę w morzu wpadek autorki. Największą z nich była chyba informacja dotycząca długości trwania kampanii wrześniowej. Według Pam Jenoff ta kampania trwała dwa tygodnie... Czy tak trudno było "wyguglować" lub poszukać w encyklopedii tak istotnych faktów, aby się upewnić, że nie popełnia się błędu? Jak się o czymś pisze, to się trzeba na tym znać! Tyle w tym temacie.
Moja ocena: 2/10 (kolejny gniot do kolekcji "Omijać szerokim łukiem, a autora spalić na stosie")

7 komentarzy:

  1. Znów gniot i szmira?! O kurczę, rzeczywiście w te wakacje nie masz szczęścia do książek ;/
    Życzę powodzenia, aby to się zmieniło w najbliższym czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio jest coraz lepiej. Kolejne (i lepsze) recenzje już czekają na wstawienie. :D

      Usuń
  2. O matko, serio, łosoś i pomarańcze? Takie wpadki? Nienawidzę jak ktoś zarabia pieniądze na książkach, tworząc takie koszmarki (do tej pory nie rozgryzłam fenomenu 50TG). Nie rozumiem dlaczego ktoś za swoją ignorancję (jak tu) jest nagrodzony wydaniem książki. To powinien być przywilej. Brrr, na pewno nie przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam, nie czytam i nie przeczytam. Pisanie książek nie jest dla każdego, kiedy ludzie wreszcie to zrozumieją?

    Pozdrawiam
    http://blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award, będzie mi niezmiernie miło, jeśli odpowiesz na moje pytania :)
    Pozdrawiam, szczegóły tutaj:http://subiektywne-recenzje.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-1.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czytać książki z tematyką drugiej wojny światowej, niestety ta pozycja zawiodła i mnie. Kupiłam teraz książkę esesman i Żydówka ciekawe jakie będą moje odczucia po niej

    http://ksiazkomiloscimoja.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "Esesmanie i Zydówce" słyszałam, ale zrezygnowałam z jej pozukiwań, bo nijak nie mogłam jej dorwać :(

      Usuń