wtorek, 14 lipca 2015

Wyścig z czasem- Justin Go

Tytuł: Wyścig z czasem
Autor: Justin Go
Ilość stron: 512

"Rzeczy dzieją się, ponieważ ludzie w nie wierzą. Nieważne, co robi lub myśli reszta świata. Liczy się jedynie to, że jesteś tutaj i że ja tu jestem, i że możemy robić, co nam się tylko podoba"

Młody Amerykanin Tristan Campbell dowiaduje się, że może być spadkobiercą fortuny Ashleya Walsinghama, brytyjskiego oficera i weterana I wojny światowej, który zginął podczas wyprawy na Mount Everest w 1924 roku. Ashley zapisał cały swój majątek ukochanej Imogen Soames-Andersson, która jednak nigdy nie zgłosiła się po spadek. Aby odziedziczyć fortunę, Tristan musi dowieść, że jest potomkiem Imogen i dlatego też, wyrusza w podróż po Europie. 

Gdy tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją mieć. Jednak im więcej przeczytałam, tym bardziej moja ekscytacja lekturą słabła. Ale zacznijmy od początku. Akcja powieści toczy się dwutorowo. Raz śledzimy poczynania młodego Tristana Campbella, a raz czytamy o losach Ashleya i Imogen. W miarę, gdy Tristan odkrywa coraz więcej tajemnic z przeszłości, tym więcej dowiadujemy się o znajomości kochanków, których rozdzieliła wojna. Ta "stylizacja" powieści wydała mi się od razu znajoma. I nagle mnie olśniło. No tak! Tak samo było w "Szmaragdowej tablicy"!  Najwyraźniej wystarczyło zmienić płeć głównego bohatera, zmodyfikować cel jego poszukiwań, przeobrazić II wojnę światową na I oraz trochę inaczej poprowadzić wątek romansowy powieści i oto mamy "Wyścig z czasem". Bardzo się zawiodłam na Justinie Go i jego dziele. Nie było tu żadnych elementów zaskoczenia. Powieść nie wywołała u mnie żadnych emocji, poza irytacją zachowaniem Imogen, która jeszcze nie dorosła do tego, by dzielić z Ashleyem życie i pozwolić mu wypełniać jego obowiązki. Była jedynie dziewiętnastolatką, która miała swoje ideały i która kierowała się zasadą "Jakoś to będzie", a później się najzwyczajniej rozczarowała życiem. To nie jest dobra partnerka dla żołnierza. Myślę, że to co połączyło Imogen i Ashleya, to nie była miłość, a jedynie zauroczenie i fascynacja, które zostały tylko spotęgowane nieuchronnym wyjazdem mężczyzny na front zachodni. Do tego wszystkiego rozmowy tej dwójki bohaterów, stanowiły pseudofilozoficzny "bełkot". Rozumiem, autor chciał zawrzeć w swojej powieści jakieś przesłanie, ale to? Czasem musiałam po kilka razy czytać wypowiedzi Ashleya i Imogen, żeby cokolwiek zrozumieć. Nie sądzę by to świadczyło o wspaniałości sentencji. Jedyne co podobało mi się w "Wyścigu z czasem" było ukazanie życia żołnierzy na froncie. Mordercze marsze, świst kul koło ucha, zmęczenie, brud, brak pożywnego jedzenia. To wszystko zostało ukazane w powieści i za to wielki plus dla Justina Go. Fragmenty o wojnie czytałam jednym tchem. Niestety, na tym koniec dobrych stron tej książki. Zauważyłam też, że autor zmarnował szansę na "podratowanie" powieści cudownymi opisami. Przecież Tristan podróżował po Europie! Był w Londynie, Sztokholmie, Paryżu, Berlinie. To są przepiękne miasta. Justin Go mógł je opisać, mógł sprawić, że czytelnik wędrowałby ulicami (np. Paryża) oczami wyobraźni. Ale nie! No bo po co? Lepiej zaserwować odbiorcy niepotrzebny nikomu opis jakiegoś pokoju w hotelu, który najprawdopodobniej nawet nie istnieje! A co! Naprawdę, widzę tu zaprzepaszczoną szansę. Do tego wszystkiego zakończenie mnie całkowicie rozczarowało. Było takie... nijakie. O ile lepsza byłaby powieść, gdyby autor choć trochę "się przyłożył". Już pomińmy nawet tę stylizację powieści na "Szmaragdową tablicę", którą zresztą uwielbiam. Gdyby Justin Go postanowił dopracować swoją powieść, już nawet tylko pod względem tych opisów, o których wspominałam, i poczekać z jej wydaniem, to byłoby dużo lepiej. A tak "Wyścig z czasem" jest książką przeciętną. Ni to zła, ni to dobra. Jeśli macie ochotę, sięgnijcie po nią, ale nie spodziewajcie się fajerwerków.
Moja ocena: 5/10

10 komentarzy:

  1. Po tym co napisałaś stwierdzam, że jednak wolałabym przeczytać "Szmaragdową tablicę" (swoją drogą - polecasz?)
    Uwielbiam takie książki, które przenoszą do innego miasta i które nie skupiają się na niepotrzebnych opisach.

    http://blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że polecam 'Szmaragdową tablicę". Uwielbiam tę powieść. Jest przecudowna. Koniecznie musisz przeczytać ♥

      Usuń
  2. I kolejny raz ładna okładka kryjąca nie najlepszą treść. Szkoda. Po tym co napisałaś dziwię się tylko tak wysokiej ocenie jak 5/10. U pisarzy baaaardzo cenię zaangażowanie w powieść, "szperanie" w poszukiwaniu ciekawostek i te chwile, kiedy uczą mnie czegoś nowego. Niestety, skoro autor woli opisywać coś, co nie istnieje, mimo iż ma pole do popisu w postaci miast z początku XX wieku to nie wiem czy to książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te 5/10 to właściwie za pomysł i za ukazanie wojskowych realiów, o których już pisałam w recenzji.

      Usuń
  3. A zapowiadało się tak obiecująco... Szkoda, wielka szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam kupić tę książkę i miałam na nią wielką ochotę, ale Twoja recenzja skutecznie mnie odstraszyła. Naprawdę. Szkoda.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej spasuję, zwłaszcza, że nie ma fajerwerków. Za to okładka prezentuje się ciekawie. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo spodobała mi się okładka! :) Mam nadzieje, że sięgnę kiedyś po tą książkę :)

    http://reading-my-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka zapowiadała się bardzo dobrze, jednak widocznie to tylko przerost formy nad treścią :)
    Pozdrawiam,
    subiektywne-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, a po przeczytaniu Twojej opinii raczej nie mam ochoty jej przeczytać. Raczej ją sobie odpuszczę. Nie do końca lubię czytać średnie książki. :)

    OdpowiedzUsuń