poniedziałek, 18 stycznia 2016

Musimy coś zmienić- Sandy Hall

 Tytuł: Musimy coś zmienić
Autor: Sandy Hall
Ilość stron: 304


"Mówiła, że lubi sobie wyobrażać, że jej studenci są bohaterami powieści, i wymyślać jakąś historię z ich udziałem w czasie prowadzenia zajęć. Ja idę o krok dalej i tworzę romans"


Ostatnio było dosyć głośno o powieści "Musimy coś zmienić", więc jak to u mnie bywa, musiałam sama przekonać się, czy jest ona rzeczywiście tak wspaniała, jak wszyscy mówią. Okładka książki skojarzyła mi się od razu z "Eleonorą i Parkiem", której nie przyjęłam zbyt ciepło. Dlatego też w mojej podświadomości tkwiła awersja do "Musimy coś zmienić. W końcu jednak pomyślałam: "Przecież to książka innej autorki. Daj jej szansę". No i dałam, ale dopiero wtedy, gdy zobaczyłam powieść Sandy Hall w Empiku przecenioną o 30% (no bo spójrzmy prawdzie w oczy, nie dałabym za taką cieniutką książeczkę 36,90 zł). Ale w końcu ją kupiłam i zaczęłam czytać...

"Musimy coś zmienić" to pierwsza powieść Sandy Hall. Mamy tutaj czternastu narratorów, a jednak żaden z nich nie jest głównym bohaterem. Bieg wydarzeń śledzimy więc z perspektywy przyjaciół głównych bohaterów, kierowcy autobusu, kelnerki, a nawet wiewiórki (tak, wiewiórki, ale do tego jeszcze wrócę). Widać, że Leę i Gabe'a łączy nić porozumienia, a mimo to, ta dwójka nigdy ze sobą nie rozmawiała. Ich znajomi (i nieznajomi też) postanawiają im pomóc. Jak się okazuje, Gabe skrywa pewną tajemnicę.


„Chciałabym pomóc im przełamać pierwsze lody. Nigdy wcześniej nie widziałam dwojga młodych ludzi, którzy wyglądaliby na tak przerażonych bliskością drugiej osoby. On wykręca sobie palce i nie patrzy na nią. Oczywiste jest – przynajmniej dla mnie – że bardzo się stara, żeby się w nią nie wpatrywać. Jakby przyglądanie się miało sprawić, że ona wyczyta z jego twarzy, jak bardzo mu się podoba”

Nie będę ukrywać tego, że jestem rozczarowana. I to bardzo rozczarowana. Niby wiem, że nie warto robić sobie nadziei, kiedy wszyscy inni zachwalają jakąś książkę, ale mimo wszystko, jeśli ma ona prawie same pozytywne opinie, to jednak czegoś mogę wymagać. Z przykrością stwierdzam, że "Musimy coś zmienić" nie zasługuje na zachwyt. Nie zasługuje nawet na chwilę uwagi, Przykro mi, ale uważam 4 godziny spędzone z tą książką za stracone. Powieść nie wniosła nic do mojego życia (oprócz informacji, aby omijać "dzieła" Sandy Hall szerokim łukiem). "Musimy coś zmienić" to jedna z tych książek, które będę odradzać każdemu, kto chciałby po nią sięgnąć. Nie warto. Możecie pomyśleć, że czternastu narratorów to świetny pomysł, który sprawi, że książka będzie się wyróżniać spośród innych. Też tak myślałam. Póki co "Musimy coś zmienić" wyróżnia się jedynie beznadziejnością fabuły i tym, jak bardzo bohaterowie są płascy i irytujący. Główni bohaterowie dogadaliby się już po dziesięciu stronach, gdyby tylko odważyli się ze sobą porozmawiać i gdyby mówili, co im leży na sercu, a nie wierzyli, że ta druga osoba posiada dar czytania w myślach. O ile mniej denerwująca byłaby ta książka! 

„Jeszcze nie widziałam, żeby Gabe i Lea ze sobą rozmawiali. Dużo czasu spędzają, patrząc na siebie z rozmarzeniem, więc musi ich do siebie ciągnąć. Wygląda to tak, jakby założyli koło potajemnej wzajemnej adoracji, ale teraz nadszedł czas, aby sobie o tym powiedzieli"

Zgadzam się z Victorem, czyli jednym z narratorów, że Lea i Gabe są denerwujący. W sumie to właśnie Victor wydawał się być jedyną normalną postacią w powieści Sandy Hall. "Musimy coś zmienić" to książka tak nierzeczywista jak tylko się da. Kierowca autobusu, kelnerka, baristka i wykładowczyni, którzy zauważają ową "nić porozumienia" między Leą a Gabe'm? No chyba nie. Dobrze, wiem, to z pewnością miała być lekka, przyjemna i trochę baśniowa powieść o miłości, którą można by było przeczytać w jeden wieczór. Coś jednak poszło nie tak i powstała książka dla naiwnych dwunastolatek. Przejdźmy do moich ulubionych narratorów, a raczej narratorek, którymi zostały wiewiórka i ławka! Wdech, wydech. OK, rozumiem, to miał być kolejny ciekawy zabieg. Kolejna innowacja w literackim świecie. Lea i Gabe rozmawiali z wiewiórką. To jeszcze jestem w stanie wytłumaczyć, no bo kto nie mówi do zwierząt? Jednak pisanie z perspektywy wiewiórki i ławki, to już inna sprawa. Nie wiem, co brała autorka, ale widzę, że było niezłe. Oprócz tego, te części "Musimy coś zmienić" były tak beznadziejnie napisane, jak tylko się da. Żeby nie być gołosłowną, bardzo proszę:

"Długo obserwowałam bawiących się ludzi, a teraz zauważyłam, że jeden chłopak siedzi samotnie. (...)
- Jestem do niczego- mamrocze.
Mówi do mnie? Przypatruję mu się, a on podnosi na mnie wzrok.
- Jak leci wiewióreczko?
Szaleję ze szczęścia! Hura! Mam kolejnego przyjaciela. Może pomoże mi znaleźć żołędzie?

I jak? Przekonałam Was? I teraz wyobraźcie sobie, że cała książka jest utrzymana w tym stylu. "Musimy coś zmienić to powieść śmieszna, jednak nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Śmieszy swoją głupotą, naiwnością i infantylnością. Jeśli będziecie zastanawiać się nad jej przeczytaniem, wspomnijcie moje słowa.
Moja ocena: 2/10


9 komentarzy:

  1. Ja tę książkę omijam szerokim łukiem od tego momentu. Nawet o niej nie słyszałam wcześniej :)
    zaczytana_bella

    OdpowiedzUsuń
  2. Opis bardzo mnie zaciekawił, ale to już kolejna niepochlebna recenzja tej powieści, więc na razie po nią nie sięgnę.

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Musi być naprawdę zła, skoro dałaś tak niską ocenę i tak zjechałaś, a zastanawiałam się kiedyś w biedronce, czy jej nie wziąć. Dobrze, że zdecydowałam się na Złodziejską Magię XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wierzę, że ktoś napisał ksiażkę z perspektywy ławki. To tak żenujące, że aż bawi!
    nieuleczalnyksiazkoholizm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie planowałam czytać tej książki, a teraz to już naprawdę tego nie zrobię. Jeśli cała książka jest utrzymana w takim stylu jak ten fragment, który przytoczyłaś, to nie zamierzam marnować czasu.
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja właśnie czytałam bardzo dużo negatywnych opinii na temat tej książki, dlatego już dawno wybiłam ją sobie z głowy. Jak widać, bardzo słusznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze? Nie spodziewałam się takiej oceny, ale dobrze, że mnie przed nią ostrzegłaś, bo chciałam ją kupić. Czytałam wiele pochlebnych recenzji i myślałam, że czeka mnie niesamowita rozrywka, a tu proszę :/
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Od początku miałam złe przeczucia względem tej książki i omijałam ją szerokim łukiem - teraz tylko potwierdziłaś moje obawy i cieszę się, że instynkt mnie nie zawiódł.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń