sobota, 2 stycznia 2016

Recenzja serii "Dziewięć żyć Chloe King" autorstwa Liz Braswel



Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King
Autor: Liz Braswell

"Przechylił jej głowę i zamknął jej oczy. Następnie wytarł malutkie srebrne ostrze w chusteczkę, przykucnął obok swojej ofiary i czekał. Kiedy się ocknie, zabije ją ponownie"

Chloe King to normalna nastolatka, chodzi do szkoły, interesuje się chłopcami, kłóci się z mamą. Do czasu. W okolicy swoich 16-tych urodzin Chloe orientuje się, że ma bardzo szczególne zdolności… Dziewczyna robi wszystko, żeby odkryć prawdę. Okazuje się, że jest potomkinią Mai, starożytnej rasy kocich wojowników...


Witam Was! To zabawne, bo wczoraj dodałam post z czytelniczymi planami na rok 2016. Wspomniałam, że chcę przeczytać ostatni tom trylogii "Dziewięć żyć Chloe King", ponieważ chcę zakończyć tę serię.Od razu po napisaniu tego wpisu, postanowiłam zacząć realizować moje postanowienia. Skończyło się na tym, że w kilka godzin przeczytałam "Wybraną" i tym samym zakończyłam trylogię autorstwa pani Liz Braswell. Szybko poszło! Ale do rzeczy: dzisiaj zrecenzuję dla Was wszystkie części przygód Chloe King, czyli dziewczyny- kota. Zapraszam!


Nawet nie pamiętam, kiedy i jak natknęłam się na tę trylogię, jednak od razu wiedziałam, że chcę ją przeczytać. Piękne okładki zrobiły swoje. Pierwszy tom przeczytałam w roku 2014. Z tego co widzę na LC, oceniłam pierwszy tom na 6 gwiazdek. Z tego co pamiętam, byłam zadowolona z lektury, ale jednak nie ogarnął mnie wielki zachwyt. Książka okazała się OK i nic ponad to. Zaskoczyła mnie jednak sama fabuła. Potomkowie kocich wojowników, to coś o czym jeszcze nie czytałam. Muszę przyznać punkt dla pani Braswell za oryginalność. A jednak okazuje się, że nie jest tak wspaniale, bo prawie nie pamiętam, co działo się w pierwszym tomie trylogii. Jak widać, nie byłam tą książką zainteresowana na tyle, aby pamiętać co się tam działo wydarzenia.
Rok 2015 to rok, w którym przeczytałam tom drugi. "Chloe, Alek, Brian. Coś kojarzę. Czekaj, kto to Amy? A Paul? Boże, nic nie pamiętam!". To była moja reakcja. Wiedziałam, że są ci dobrzy i ci źli. Podczas czytania wspomnienia wróciły, ale zaraz po zakończeniu lektury wszystkie wydarzenia odeszły w niepamięć. "Uprowadzoną" oceniłam na 6 gwiazdek, czyli tak jak tom pierwszy. Okazuje się, że druga część nie była niczym nadzwyczajnym. 
I tak odkładałam przeczytanie trzeciego i ostatniego już tomu. Aż do wczoraj, kiedy to pisałam o moich planach na rok 2016. Od razu wzięłam się za czytanie "Wybranej". I bardzo się cieszę, że to zrobiłam. Okazało się, że tom trzeci jest z całej trylogii najlepszy, najciekawszy i najlepiej dopracowany, chociaż niektóre wydarzenia mogłyby wydawać się naciągane. Mówcie, co chcecie. Ja spędziłam miły wieczór w towarzystwie dziewczyny-kota i jej przyjaciół (a także nieprzyjaciół). Zakończenie mnie zaskoczyło, chociaż moim zdaniem poszło za łatwo. Kto czytał, ten pewnie wie, o co mi chodzi. "Dziewięć żyć Chloe King" to nie literatura wysokich lotów, ale można przy lekturze spędzić miło czas na przykład po ciężkim dniu. Tym bardziej, że książki są napisane lekkim, prostym językiem, do tego nie są "cegłami", a czcionka jest dosyć duża. To sprawia, że przez poszczególne tomy się "przepływa". Nie trzeba się z nimi męczyć. No, męczyć się będą jedynie ci, którzy oczekują wspaniałej trylogii, która powali ich na kolana. Bo nie powali. Jak już pisałam będzie OK i nic ponad to. Dlatego też nie polecam trylogii autorstwa pani Braswell bardzo wymagającym czytelnikom. Przeszkadzało mi jednak traktowanie po macoszemu niektórych wątków. Chloe i Brian... Przecież można było napisać o nich tyle rzeczy! Tyle mogło być z nimi scen! A tak rozmawiali ze sobą może cztery razy i tyle. Ich wątek został spłycony do granic możliwości. Za to czuję żal do autorki. Mimo wszystko cała trylogia wypada nawet dobrze. Ostatni tom oceniłam na 7 gwiazdek. Średnia wynosi w przybliżeniu 6,3. Nie najgorzej i nie najlepiej. Po prostu OK (a nie mówiłam?). Jeśli czujecie się zainteresowaniu tą trylogią- sięgnijcie i przekonajcie się, czy się Wam podoba. Są tacy, którzy Chloe King wręcz kochają. Może Wy też do nich dołączycie? Kto wie? Jednak nie zniechęcajcie się po pierwszym i drugim tomie. Trzecia część wynagrodzi Wam prawie wszystko. Jeśli jednak nie jesteście do końca przekonani- nie sięgajcie po książki pani Braswell, bo to może się skończyć rzucaniem własnymi egzemplarzami po pokoju. To już zależy od Was. Nie czuję się na tyle zachwycona, aby mówić Wam "czytajcie koniecznie, bo nie będę z Wami gadać", ale też nie uznaję trylogii o dziewczynie-kocie za totalnego gniota, którego trzeba odradzać każdemu. Chyba napisałam już wszystko, co miałam do napisania. Dziękuję za uwagę i do zobaczenia (a raczej przeczytania) przy następnej recenzji. Jak widzicie będzie to recenzja książki "Nie jestem seryjnym mordercą". Do tego czasu trzymajcie się ciepło i koniecznie napiszcie mi, co sądzicie o opisywanej przeze mnie dzisiaj trylogii. Pa!

2 komentarze:

  1. Slyszalam, ze ta trylogia zachwyajaca nie jest i okazuje sie, ze to w sumie prawda. Raczej nie zamierzam jej czytac, bo stosy ksiazek pietrza sie na mojej polce i z wyrzutem na mnie patrza! :D Chociaz byc moze kiedys z samej ciekawosci siegne po Chloe King, bo sama fabula jest z pewnosci oryginalna odziewczyna-kot! :o), a takie zasluguja na spojrzenie! :)
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej trylogii, a bardzo lubię, kiedy ostatnia część jest najlepsza. Czemu? Bo to pozostawia dobre wspomnienia. Widać, że autor polepszył swój kunszt. Dlatego muszę przeczytać tę trylogię - i jakoś przeboleć te dwa tomy hehe :D
    A fabuła bardzo interesująca.

    Pozdrawiam i zapraszam na nowy post - podsumowanie czytelnicze oraz ranking,
    Przerwa na książkę

    OdpowiedzUsuń