piątek, 22 kwietnia 2016

Bez słów- Mia Sheridan

Tytuł: Bez słów
Autor: Mia Sheridan
Ilość stron: 400

"Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne."


Nie ma co ukrywać, powieść Mii Sheridan stała się ostatnio bardzo modna. Jest określana jako "powiew świeżości w gatunku New Adult", więc sprawdziłam o co tyle szumu. Wszyscy mówią, że jest świetna, że podczas czytania ostatnich stron płakali i że ogólnie książka ta jest arcydziełem. Niestety, nie dla mnie. Od razu jednak zaznaczam, że nie będę tej książki mieszać z błotem, czy nawet hejtować, bo aż takim gniotem jak "After" nie jest. Czy cokolwiek jest takim gniotem jak "After"? 

 "Moje serce należy do ciebie, Bree. I gdybyś przypadkiem się zastanawiała- nie, nie chcę go z powrotem."


Zacznijmy więc od początku...
Kiedy rozpoczęłam lekturę "Bez słów" pomyślałam: "OK, jest normalnie, typowo dla powieści z tego gatunku. Zobaczmy co będzie dalej". A dalej nie było nic wyjątkowego. Oprócz tej "zamiany ról", gdzie to nie chłopak jest tą bardziej doświadczoną osobą w związku, tylko dziewczyna. Chociaż mimo wszystko, najbardziej wyróżniającym tę książkę aspektem, jest pewien fakt, mający wiele wspólnego z tytułem. Nie chcę pisać tego wprost, aby nie popsuć nikomu lektury, ale ten, kto tę powieść już czytał, wie o co chodzi. Ale na tym koniec. Koniec wyjątkowości. Przyznacie, że lista była dosyć krótka. No cóż, ogólnie jest to typowe New Adult. Walka z demonami przeszłości, szukanie szczęścia w nowym miejscu i tak dalej i tak dalej... Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego "Bez słów" zebrało tyle pozytywnych recenzji. Serio. Tylko że ja nie czuję się zachwycona tą powieścią. Dla mnie była po prostu OK. Owszem zdarzały się momenty, które można by było otagować #cute i od których robiło się ciepło na sercu. Jednak były też chwile, kiedy stwierdzałam, że bohaterowie (a szczególnie główna bohaterka, czyli Bree) nie posiadają jakichkolwiek zdolności logicznego myślenia. Wciąż nie jestem w stanie rozumieć ich niektórych decyzji i to mnie bardzo martwi. Ale najsłabszą częścią "Bez słów" jest końcówka. Takiej dramy dawno nie czytałam. I zamiast mnie wzruszyć, sprawiła, że ciągle ironicznie uśmiechałam się pod nosem. A chyba nie o to chodziło autorce, jak się domyślam? Ogólnie rzec biorąc, czytałam dużo, dużo gorsze książki niż "Bez słów". Z drugiej jednak strony, powieść Mii Sheridan jest zupełnie przereklamowana. Po tylu zachwytach, miałam naprawdę wygórowane oczekiwania. Niestety, wyszło jak zwykle i znów się zawiodłam. "Bez słów" jest po prostu OK. Taki tam, lekki przerywnik między cięższymi lekturami, typowy "odmóżdżacz". Jeśli chcecie przeczytać tę powieść, to proszę, nie odradzam jej Wam zupełnie, ale jeśli spodziewacie się niezapomnianej przygody przeżytej wraz z bohaterami, to tak jak ja, możecie się nieco rozczarować.
Moja ocena: 6/10

10 komentarzy:

  1. No nie wiem, książka czeka na przeczytanie, ale jakoś specjalnie nie będę się nastawiać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze, że te wszystkie pozytywne recenzje tak mnie napędziły, że chciałam z miejsca przeczytać Bez słów. Dobrze, że trafiłam na Twoją recenzję, bo trochę ostudziłą mój zapał. Ostatnio jednak trafiłam na hymny pochwalne względem głównego bohatera i jeśli kiedyś przeczytam tę książkę to prawdopodobnie po to, aby poznać Archera :>
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka czeka już na półce:) Lubie takie szczere recenzję. Wniosłaś teraz ziarenko takiej nie pewności w moją czytelniczą głowę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś chyba z niewielu osób, które nie wychwalają "Bez słów" pod niebiosa. Cóż... ja też to robię! Dla mnie książka była po prostu genialna!

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Chcę ją przeczytać mimo tego, że mogę się rozczarować :) Lubię takie opowieści.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszyscy zachwycają się tą książką i bardzo dużo osób chce ją przeczytać, a ja jakoś niespecjalnie mam na to ochotę. Może jak wpadnie w moje ręce... ale na pewno jej nie kupię.

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :>

    OdpowiedzUsuń
  7. O, no proszę. Pierwsza mniej pochlebna recenzja tej książki ;) Ja mam ją u siebie i za niedługo sama się przekonam, czy jest warta uwagi, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam i przekonałam się. Że jestem strasznie rozczarowana... :(

      Usuń
  8. O, widzę, że ta książka nie jest tak kolorowa, jak wielu ją opisywało, szkoda, że musiałaś się rozczarować, może następnym razem będzie nieco lepiej :)

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się książka bardzo podobała i byłam nią oczarowana, może nie jest to lektura najwyższych lotów, ale działa na emocje, a ja tekie pozycje lubię :)
    Pozdrawiam Justyna z książko miłości moja

    OdpowiedzUsuń