wtorek, 26 kwietnia 2016

Chłopak, który stracił głowę- John Corey Whaley

Tytuł: Chłopak, który stracił głowę
Autor: John Corey Whaley
Ilość stron: 350

"Chciała mnie nazwać dupkiem, ale wyszło jej coś jakby: "dupkocham cię", po czym przez kilka sekund milczeliśmy w swoich objęciach."

Travis ma 16 lat, cudowną dziewczynę i nieuleczalnego raka. Gdy staje przed wyborem: śmierć lub eksperymentalna operacja, nie zastanawia się długo. Godzi się na to, by ciało od szyi w dół przeszczepiono mu od zdrowego człowieka. Jest tylko jeden problem – na razie rozwój medycyny nie pozwala na przeprowadzenie tak skomplikowanego zabiegu, dlatego chłopak musi zostać wprowadzony w śpiączkę podobną do hibernacji i czekać. Żegna się więc z bliskimi, bo nie wie, czy i kiedy się z nimi zobaczy. Budzi się pięć lat później. Ma własną głowę i atrakcyjne, choć obce ciało. Świat z pozoru jest taki sam jak dawniej. Jednak powrót do życia wygląda inaczej, niż Travis to sobie wyobrażał. Jego przyjaciele są już na studiach, rodzice coś przed nim ukrywają, a dziewczyna… Hmm, wygląda na to, że ma narzeczonego.


"Wierzcie mi: życie może się zmienić z fajnego i udanego w jakieś gotyckie smuty szybciej, niż będziecie w stanie powiedzieć: "Ostra białaczka limfoblastyczna."

Pisałam to już tysiące razy, ale zawsze muszę sięgnąć po to, co jest aktualnie w czytelniczej modzie i sama się przekonać o co tyle szumu. Poza tym do lektury zachęciła mnie koleżanka z klasy (Paula, pozdrawiam), więc już nie miałam innego wyjścia. "Chłopak, który stracił głowę" to powieść, o której jest ostatnio bardzo głośno. Wszyscy się nią zachwycają, piszą jaka jest wspaniała i tak dalej. I wiecie co? Zaczynam mieć dosyć tego, że jakaś książka jest wychwalana pod niebiosa, a mi się ona w ogóle nie podoba i zaczynam się zastanawiać na czym polega fenomen danej pozycji. Jeśli jeszcze nie zrozumieliście to nie, "Chłopak, który stracił głowę" nie przypadł mi do gustu. 
Ale od początku... 
Kiedy rozpoczynałam lekturę powieści Johna Coreya Whaleya byłam pełna entuzjazmu i optymizmu, bo kilka początkowych rozdziałów było bardzo obiecujących. Myślałam, że w końcu trafiłam na coś niepodobnego do książek Johna Greena, których nie lubię ze względu na rzewność i fałszywy optymizm oraz nieprzeciętność bohaterów. Oprócz "Gwiazd naszych wina". To była jedyna książka Greena, która tak naprawdę mi się podobała. Może dlatego, że była pierwsza. Ale nie o Greenie miałam pisać. Myślałam, że w końcu trafiłam na normalną powieść młodzieżową, niosącą za sobą jakieś przesłanie. Coś w stylu Matthew Quicka. Ale jak zwykle im dalej, tym gorzej. Fabuła zaczęła się sypać, bohaterowie stali się jacyś bezpłciowi i bez polotu. Travis potrafił się tylko nad sobą użalać i nie mógł pogodzić się z tym, że inni (głównie jego dziewczyna) nie będą tańczyć tak, jak on im zagra. Nie mogę przestać myśleć o Travisie jako o egoiście. A nie sądzę, żeby autorowi tej książki o to chodziło. Jestem tak rozczarowana, jak tylko się da. Miała to być niesamowita powieść, od której nie będę mogła się oderwać, a po przeczytaniu której, miał mnie męczyć okropny książkowy kac. Tymczasem jedyne, co mnie męczyło to myśl "Kiedy w końcu dobrnę do ostatniej strony?". Przykro mi, że tak się stało. "Chłopak, który stracił głowę" to typowa młodzieżówka, której narracja prowadzona jest w pierwszej osobie i która traktuje o losach umierającego nastolatka/nastolatka po przejściach (niepotrzebne skreślić). Kolejna powieść o dorastaniu, kontaktach z innymi ludźmi i pierwszych miłościach. Tylko dlaczego to wszystko musi być tak rzewnie opisane? Dlaczego w powieściach tego typu (czyli typu Greenopodobnego) wszystko musi tryskać (już wcześniej wspomnianym) fałszywym optymizmem, który aż razi. No OK, przyznaję, kiedy czytałam "Chłopaka..." parę razy uśmiechnęłam się pod nosem, ale to jednak nie jest jakimś ogromnym plusem. Oczywiście, nie twierdzę, że "Chłopak, który stracił głowę" to książka beznadziejna, gniot i tak dalej. Nie, w żadnym wypadku. Jako lektura dla młodzieży, która nie ma wyrobionego gustu czytelniczego albo dla tej młodzieży, która ten gust czytelniczy już sobie wyrobiła i po prostu lubi twórczość Greena, sprawdzi się idealnie. Ja natomiast przeczytałam już tyle podobnych powieści, że każda kolejna tego typu jest nudna, przewidywalna i do bólu męcząca. Jak już pisałam "Chłopak..." nie jest książką beznadziejną. Jest po prostu przeciętna, średniawa i co najważniejsze- przereklamowana. Czytacie na własną odpowiedzialność. 
Moja ocena: 5/10

7 komentarzy:

  1. Właśnie skończyłam czytać i mam trochę lepsze odczucia :) Zgadzam się, że jest przereklamowana i dość przeciętna, ale jednak ma w sobie to coś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka jeszcze przede mną, coś mnie do niej ciągnie a coś odpycha. Ale skoro Greena lubię to jak mówisz, to też polubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka mnie jakoś nie wzywa :-/
    Z początku pomysł wydawał mi się ok, ale teraz uważam, że zostawia dużo do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie akurat bardzo się ta książka podobała. Jasne, Travis zaczął mnie naprawdę denerwować swoją bezmyślnością i egoizmem, ale wydawało mi się to zamierzone przez autora. No i bardzo lubię historię z humorem :>
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Zamówiłam ją sobie wczoraj, głównie dlatego, że cała blogosfera zachwyca się tą książką, a mi podoba się fabuła i pomysł na historię, więc muszę sama się przekonać jak to z nią jest, zobaczymy :)

    Pozdrawiam ciepło, bookworm z http://ksiazkowoholizm.blogspot.com/ :>

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się. Według mnie była fajna, ale nie jest to książka, która zostanie w mojej pamięci na długo. A Travis bardzo mnie denerwował.
    Pozdrawiam cieplutko:*
    ksiazkowezamieszanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń