niedziela, 15 maja 2016

Rebeka- Daphne du Maurier

Tytuł: Rebeka
Autor: Daphne du Maurier
Ilość stron: 448


"Kiedy się ma dwadzieścia jeden lat, nie jest się zbyt odważnym. Dni pełne są drobnych tchórzostw, bezpodstawnych lęków. Tak łatwo się poczuć urażonym, tak szybko dotkniętym, tak rani każde ostrzejsze słowo. Dziś, pod osłoną pancerza obojętności i dojrzałości, drobne ukłucia zdarzające się co dnia są zaledwie lekkimi muśnięciami i szybko się o nich zapomina."

Uboga dziewczyna, pracując jako dama do towarzystwa bogatej Amerykanki, pani van Hopper, trafia do Monte Carlo, gdzie poznaje bogatego wdowca Maxima de Wintera. Po krótkiej znajomości poślubia go i zamieszkuje w jego angielskiej posiadłości Manderley. Przybywszy do Manderley nowa pani de Winter czuje się przytłoczona przepychem posiadłości i wspomnieniami o pierwszej żonie Maxima, Rebece, która choć zginęła w wypadku na morzu, wciąż żyje w pamięci domowników i gości Manderley. Szczególnie pieczołowicie pamięć o Rebece pielęgnuje gospodyni, pani Danvers, uwielbiająca zmarłą panią de Winter i wykorzystująca każdą okazję, by wytknąć nieśmiałej nowicjuszce, jak pod każdym względem doskonała była jej poprzedniczka. Stopniowo druga pani de Winter dochodzi do wniosku, że jej mąż musi wciąż darzyć uczuciem idealną Rebekę, nie zaś ją... Wplątana w kryminalną intrygę bohaterka, musi się zmierzyć z przerażającymi wydarzeniami i pokonać własny strach. Powieść jest historią wielkiej nienawiści i wielkiej miłości, przedstawioną w pełnej grozy stylistyce romansu gotyckiego.

"Jakby to było dobrze - powiedziałam impulsywnie - żeby wynaleziono sposób na przechowywanie wspomnień podobnie jak perfum. Tak, żeby się nie ulatniały i nigdy nie spowszedniały i żeby w dowolnej chwili można było odkorkować butelkę i przeżywać ten moment na nowo."

Po "Rebekę" sięgnęłam ze względu na to, że na jej podstawie powstał musical o tym samym tytule. Stworzyli go Michael Kunze i Sylvester Levay, czyli mój ulubiony twórczy duet. Chciałam najpierw zapoznać się z pierwowzorem, więc po prostu zaczęłam czytać i... nudziłam się niemiłosiernie. Ale czytajcie dalej, bo koniec końców, moja recenzja będzie pozytywna. Na razie skupmy się na pierwszej połowie powieści Daphne du Maurier. Zaczyna się normalnie. Ona- biedna, szara myszka na posługach bogatej matrony, on- przystojny i bogaty wdowiec, który pragnie rozpocząć życie na nowo. Banalne, prawda? Nic nadzwyczajnego. Muszę tu dodać, że w ogóle nie wiemy, jak nazywa się narratorka powieści. Po ślubie z Maximem staje się ona panią de Winter. Ale jak ma na imię? Nie wiadomo. Do tego jednak wrócę zaraz. Nazywajmy ją "Ja". A więc, po wielu, wielu stronach nic-nie-dziania-się, użalania się "Ja" nad sobą i swoim życiem oraz tym, jak to Maxim kocha ciągle Rebekę, a nie ją, nową panią de Winter, miałam ochotę skończyć czytanie w połowie książki i dać sobie z nią spokój. Jak dobrze, że tego nie zrobiłam! Bo to, co się działo w drugiej połowie książki totalnie zwaliło mnie z nóg. Powieść nabrała w końcu tego klimatu, na który tak czekałam. Było mrocznie i tajemniczo, niczym w powieści gotyckiej. Muszę pochwalić autorkę za budowanie napięcia w swoim dziele. Zrozumiałam, że ta początkowa nuda ma służyć podkreśleniu tego, co dzieje się później, a użalanie się nad sobą "Ja"- ukazaniu tego, jak wielką przemianę przechodzi bohaterka pod wpływem pewnych wydarzeń. Jednak największe ukłony należą się pani du Maurier za wykreowanie postaci tytułowej Rebeki. Która nie żyje. Zapytacie więc, jak ona może być bohaterką? I od razu odpowiem: nie, nie ukazywała się jako duch pozostałym postaciom. Jedyne duchy, jakie znajdziemy w tej książce, to duchy przeszłości. Rebeka, mimo że nie żyje, to jest ciągle obecna na kartach powieści. Wszyscy o niej wspominają. I to wspominają w taki sposób, że czytelnik potrafi wyobrazić ją sobie, traktuje ją jak każdego innego bohatera, a nie jedynie jako widmo, którego wspomnienie prześladuje mieszkańców Manderley. Chciałabym wrócić do faktu, że nie wiemy, jak narratorka ma na imię, w ogóle wiemy bardzo mało o jej przeszłości. I to również zostało świetnie zaplanowane przez Daphne du Maurier. Autorka w ten sposób chciała "wybić" na pierwszy plan Rebekę i ukazać, jak bardzo ma ona wpływ na życie innych ludzi, nawet po własnej śmierci. Ogólnie rzecz biorąc, jestem zachwycona całokształtem powieści. Koncept bardzo ciekawy, wykonanie mistrzowskie. Tylko nie mogę wybaczyć autorce tej pierwszej połowy książki, podczas czytania której, nudziłam się niemiłosiernie. Jak już pisałam, wiem, że miała ona służyć jako tło do wydarzeń z drugiej połowy, ale jednak pewna niechęć pozostała. Gdyby przynajmniej akcja toczyła się na początku szybciej, wychwalałabym "Rebekę" pod niebiosa. Tak muszę stwierdzić, że jest "jedynie" bardzo dobra. Mimo wszystko polecam!
Moja ocena: 7/10


Zachęcam również do wysłuchania tego utworu. Jest po prostu prze-ge-nial-ny! Ale co się dziwić, w końcu jest on wspólnym dziełem Kunze'a i Levay'a. "Rebecca" ciągle chodzi mi po głowie i nie chce wyjść. Szczególnie fragment od 1:10. Wyczuwam nowy ulubiony musical... :)

6 komentarzy:

  1. Jako dzieciak widziałam film z Olivierem, bardzo mi się podobał i nadal jest jednym z moich ulubionych. Dopiero potem sięgnęłam po książkę. Przyznam, że za nią przepadam, choć głównie ze względu na ekranizację. Ma niesamowity klimat. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam Rebekę kilka lat temu. do dziś pamiętam, jak wielkie napięcie mi towarzyszyło. świetna książka. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej książce, bo jakby na jej treści opierało się Serce ze szkła. I mimo to, że ten zabieg bardzo mi się podobał, to jakoś nie mam ochoty sięgać po Rebekę. Jednak ten początek mnie trochę odstrasza...
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko warto dać jej szansę. Początek nie jest AŻ tak zły :)

      Usuń
  4. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Zapowiada się całkiem nieźle... :)

    OdpowiedzUsuń