środa, 1 czerwca 2016

Ulubione książki z dzieciństwa

Witam Was bardzo serdecznie w ten piękny poranek. Dzisiaj świętujemy Dzień Dziecka, dlatego też postanowiłam napisać o moich ulubionych książkach z dzieciństwa! Chciałabym zaznaczyć, że nie jest to ranking. Każda z niżej przedstawionych książek (czy też serii) pozwala mi na powrót do krainy wiecznej szczęśliwości, zwanej dzieciństwem i nie potrafiłabym rozstrzygnąć, która jest lepsza, a która gorsza. Serdecznie zapraszam!

Na pierwszy ogień idzie "Lew, czarownica i stara szafa", czyli pierwszy tom "Opowieści z Narnii". Była to moja lektura szkolna i czytałam ją w czwartej klasie szkoły podstawowej. Nigdy nie przepadałam za fantastyką, ale ciągle pamiętam, jak bardzo podobała mi się ta powieść. Byłam tak bardzo zachwycona, że przez kilka dni nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić (wtedy nie znałam jeszcze określenia "kac książkowy"). Historia Piotra, Zuzanny, Edmunda i Łucji na długo zapadła mi w pamięć. Czytałam też "Księcia Kaspiana" oraz "Podróż Wędrowca do Świtu", ale nie pamiętam już dlaczego nie kontynuowałam serii. Możliwe, że zabiorę się za odświeżanie sobie "Opowieści z Narnii", kiedy skończę Harry'ego Pottera. Oprócz książki oczarował mnie sam film. Pełen śniegu, futer i magicznych stworzeń. Czego więcej mogła chcieć dziesięciolatka, którą wtedy byłam? A poza tym lew Aslan, który jest najlepszą postacią ze wszystkich. Uwielbiam go!


"Pamiętnik księżniczki" czytałam, kiedy miałam jakieś jedenaście lub dwanaście lat. Śmiałam się i rozpaczałam, śledząc losy Mii, tytułowej księżniczki. Ostatnio jednak wypożyczyłam sobie pierwszą część serii, żeby ją również sobie odświeżyć (w ogóle nie wiem, o co z tym moim odświeżaniem chodzi. Może to dl;atego, że próbuję uchwycić dzieciństwo, póki się da, bo w październiku kończę osiemnaście lat) i niestety, nie byłam w stanie przebrnąć przez kilka pierwszych stron. "Pamiętnik księżniczki" to powieści, które są przeznaczone dla młodego, niewymagającego czytelnika, dlatego też nie będę czytać ich znowu, żeby nie zepsuć sobie opinii o nich, bo bardzo miło wspominam czas, który poświęciłam lekturze tych książek. 




"Ala Makota" to kolejny notatniko-pamiętnik nastolatki. Zaczytywałam się w nim, po przeczytaniu "Pamiętnika księżniczki". Bo według mnie książki tego typu miały w sobie to "coś", co sprawiało, że tak chętnie je czytałam. Może to dlatego, że były lekkie i zabawne. I "Ala Makota" nie była inna. Ciągle pamiętam, jak leżałam w lecie na kocu w ogrodzie i czytałam o przygodach nastolatki. Najpiękniejsze czasy.










Z Harrym spotkałam się, kiedy miałam dziesięć lub jedenaście lat. Przeczytałam wtedy wszystkie tomy i oczywiście, czekałam na list z Hogwartu, ale książki nie zapadły mi w pamięć na dłuższą metę. Oczywiście, podobały mi się, ale mój młody umysł jakoś nie był w stanie zakodować tego wszystkiego. Kojarzyłam o co tam chodziło, co się stało i tak dalej i tak dalej, ale były to zaledwie mgliste wspomnienia. Już pomijając fakt, że zaczęłam czytać serię od tomu trzeciego, czyli "Więźnia Azkabanu". Dlaczego? O tym napiszę w specjalnym poście pod tytułem "Powrót do harry'ego #2". Ale wracając, w ostatnim czasie zachęcona przez mojego kochanego Kazika (Ola, pozdrawiam), postanowiłam zrobić sobie powrót do przeszłości i przeczytać całą serię jeszcze raz. I mimo, że wiem jak to wszystko się kończy, to przyznam szczerze, że czas, który teraz poświęcam Harry'emu to najlepszy czas w moim życiu. Może i zapomniałam o niektórych szczegółach, wydarzeniach i niektórych bohaterach, ale i tak sentyment pozostał. 



W szóstej klasie SP mieliśmy w podręczniku fragment powieści "W 80 dni dookoła świata". Jeśli ktoś nie czytał, to proszę wyjaśnienie, bo wtedy ta cała historyjka będzie miała sens: w książce bohaterowie sprzeczają się o to, czy okrążenie świata w 80 dni jest możliwe, zakładają się o to i jeden z nich wyrusza w podróż. Po opracowaniu fragmentu, nasza polonistka zapytała "A może my też się założymy?", na co my zapytaliśmy o co. Ona zaś odparła, że założy się z nami, o to czy uda nam się przeczytać całą książkę w tydzień. Jeśli komuś by się udało, dostałby ocenę celującą. Nikt nie podjął się tego wyzwania. Oprócz mnie. No proszę Was, już wtedy sporo czytałam, więc nie widziałam w tym żadnego problemu. Oczywiście książkę przeczytałam (nawet przed wyznaczonym terminem), nauczycielka odpytała mnie (bardzo szczegółowo) z treści, a ja dostałam szóstkę. Dlatego też z tą książką mam same dobre wspomnienia. Bo oprócz tego wszystkiego sama w sobie była ciekawa.


"Mikołajek" to chyba najlepsze, co spotkało mnie w dzieciństwie. Jeśli ktoś czytał o przygodach tego chłopca, ten wie, że nie trzeba tu nic pisać, czy mówić. To po prostu Mikołajek. Jego nie da się nie kochać! To będzie jedna z tych książek, które sama będę podsuwać moim własnym dzieciom.














W ogóle nie pamiętam, o czym jest ta książka, ale mam ją w ulubionych na Lubimy Czytać, bo pamiętam tylko to, że przy jej czytaniu płakałam. Ale jeśli chcecie mnie zapytać o fabułę, to niestety jej Wam nie opowiem. Widzicie? Kolejna książka do odświeżenia!












Wszyscy w mojej klasie nienawidzili Sienkiewicza za to, że napisał "W pustyni i w puszczy", a my musimy to czytać. Mi z kolei przygody Stasia i Nel bardzo się podobały i czytałam je nawet kilka razy po omówieniu lektury w szkole. Bardzo lubię, doceniam i polecam!










Kochane "Dzieci z Bullerbyn". Jedna z najlepszych lektur szkolnych ever. Ciągle pamiętam te emocje! Te przygody! Te pomysły! Ten stres, związany z obawami, czy wszystko pójdzie po myśli tytułowych dzieci. Uwielbiam!











A czy Wy czytaliście, kiedy byliście dziećmi? Jeśli tak, to jakie książki? :)

4 komentarze:

  1. Mikołajek ♥♥♥ No i Harry i Opowieści z Narnii :D

    OdpowiedzUsuń
  2. "Dzieci z Bullerbyn" i "Opowieści z Narnii" moje ukochane książki jak i "Ten obcy" <3

    OdpowiedzUsuń
  3. W dzieciństwie nie lubiłam za bardzo czytać, ale mimo to kilka razy przeczytałam Pchłę Szachrajkę, która była dla mnie absolutnie genialnym tworem! :D
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń